Nieważne kto z kim sypia…
Nieważne kto z kim sypia, ważne czy się wyspał – takie słowa usłyszałem dawno temu podczas pobytu w USA. Tak zwykli mawiać Amerykanie – naród, który jako jeden z pierwszych zaczął odczuwać syndromy przemęczenia psychicznego, problemów z wypaleniem zawodowym i snem. Większość współczesnej medycyny snu i traumatologii pochodzi właśnie z USA. Większość zdiagnonowanych problemów psychicznych i emocjonalnych – również.
Dlatego wróćmy do kraju; Jeżeli miałbym przenieść to amerykańskie powiedzonko na nasze grunta suplemenowo-odżywkowe, powiedział bym tak: „Wyspałeś się? To nie kombinuj”. Czemu? Sen to jeden z najlepszych „suplementów”, jakie dała nam natura. Za darmo, bez kapsułek, shakerów i kodów rabatowych. Podczas snu organizm robi całą masę roboty: regeneruje układ nerwowy, odbudowuje tkanki, reguluje hormony, porządkuje pamięć i przygotowuje nas na kolejny dzień. Nic więc dziwnego, że osoby aktywne fizycznie próbują ten proces jeszcze „podkręcić”. I tutaj zaczyna się zabawa. Bo jeżeli dobrze śpisz, wysypiasz się i rano wstajesz jak człowiek, to być może naprawdę nie masz już czego poprawiać.
Jak zepsuć coś, co działa?
Rynek suplementów daje nam dzisiaj cały arsenał produktów na sen: melatonina, ashwagandha, GABA, melisa, waleriana, magnez, L-teanina i jeszcze kilka rzeczy, których nazwy brzmią jak zaklęcia z Harry’ego Pottera. I żeby było jasne – wiele z tych substancji ma sens. Jeżeli ktoś ma problemy z zasypianiem, jest przewlekle zestresowany, pracuje zmianowo albo ma rozregulowany rytm dobowy, odpowiednio dobrany suplement może być pomocny. Ale jeżeli ktoś zasypia bez problemu, przesypia 7–8 godzin, nie budzi się w nocy i rano jest wypoczęty, to dokładanie kolejnych substancji jest trochę jak dolewanie oleju do silnika, który właśnie pracuje idealnie. Tylko po to, by rozszczelnić mu simmeringi. Jeżeli bez żadnego suplementu zasypiasz o 23:00 i budzisz się o 7:00 wypoczęty, to trudno oczekiwać, że po kapsułce obudzisz się o 7:00 wypoczęty bardziej. Możesz natomiast przyzwyczaić się do samego rytuału. „Nie wziąłem melatoniny – nie zasnę”. „Dzisiaj bez ashwagandhy – będzie słaba noc”. „Zapomniałem GABA – po regeneracji”. I nagle człowiek, który wcześniej spał świetnie bez czegokolwiek, zaczyna wierzyć, że jego sen potrzebuje apteczki. To nie musi być fizyczne uzależnienie. Częściej chodzi o psychologiczne przyzwyczajenie i przekonanie, że bez suplementu coś jest nie tak.
Suplementy na spanie są od tego, gdy słabo śpisz.

SLEEP TEST od Human Code – bardzo fajny stack dla osób mających gorszy sen i chcących spać lepiej. Produkt cały czas dostępny w naszym sklepie.
To chyba najważniejsza zasada. Masz problem ze snem? Szukaj rozwiązania. Nie możesz zasnąć? Budzisz się kilka razy w nocy? Pracujesz na zmiany? Jesteś permanentnie zestresowany? Masz rozregulowany rytm dobowy? Wtedy suplementacja może mieć sens. Ale jeśli zasypiasz po kilku minutach, śpisz spokojnie przez całą noc i rano masz ochotę wstać z łóżka, to naprawdę nie musisz przed snem urządzać laboratorium chemicznego. Melatonina nie jest obowiązkowym elementem zdrowego snu. Ashwagandha nie jest obowiązkowym elementem zdrowego snu. GABA również nie. Sen sam w sobie jest już bardzo dobrym mechanizmem regeneracyjnym. Jeżeli Twój sen działa – nie naprawiaj. W suplementacji bardzo łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że skoro coś można jeszcze dodać, to koniecznie trzeba to zrobić. Nie trzeba. Czasami najbardziej zaawansowaną formą suplementacyjnej wiedzy jest świadomość, że nie potrzebujesz kolejnej kapsułki. A jeżeli śpisz dobrze bez niej – moje gratulacje.

Autor: Michał Surdyk
Magister farmacji, specjalista dietetyk.
Prywatnie ojciec 5 letniej córki, miłośnik
cross-fitu i żeglarstwa.
![]()
